Z opłatkiem do Was idę, Bracia moi,
Po wszystkie krańce i po wszystkie brzegi,
I tam, gdzie słońce złotem ziemię stroi,
I gdzie noc ciemną białe plamią śniegi,
Z opłatkiem do Was idę, Bracia moi . . .
Pod szarą strzechę nisko schylam głowę,
Gdzie życie pracy szarą snuje przędzę,
Idę pomiędzy opłotki wioski –
Szukać Cię, ścisnąć mój Bracie w siermiędze,
niech Bóg da Ci serce i ręce zdrowe…
Pod cichy dworek, co jak gołąb biały
Tuli się w uchy zimowej osłony,
Niosę kolędę pełnej Bożej chwały
Na starą nutę, na serdeczne tony:
Niech Bóg Wam ojców dom zachowa cały…
Do ciebie idę, spracowany Bracie,
Coś uznojone ledwie otarł skronie-
Z opłatkiem w Twoim dzielić się warsztacie,
I szorstkie z trudu uściskać dłonie,
Pokój Wam, którzy tylko trochę znacie!
Pokój Wam wszyscy ubodzy i mali
Co się o słuchy chleba kęs trudzicie!
Niech smugę światła rzuci w Wasze życie,
I żmudnej drogi kres ukaże w dali?
Z opłatkiem do Was idę, Bracia moi,
Po wszystkie krańce i po wszystkie brzegi,
I tam, gdzie słońce złotem ziemię stroi
I gdzie noc ciemną białe plamią śniegi,
Z opłatkiem do Was idę, Braci moi…
—————————————————————————————————————————————–