Mój Nauczyciel – 4.04.2015
Jeden z wielu… jakże niezwykły.
,,Pokój Ci wieczny w cichej krainie,
Gdzie ból nie sięga, gdzie łza nie płynie,
Gdzie słyszysz Boga głos serdeczny
Pokój Ci wieczny”
,,MÓJ NAUCZYCIEL”
Za niecałe trzy miesiące minie kolejna rocznica śmierci mojego ukochanego Nauczyciela-profesora Waldemara Cerana, niekwestionowanego autorytetu i niezwykłego badacza dziejów Bizancjum. Ale nie tytuły naukowe są tutaj najważniejsze. Był prawdziwie Wielkim Człowiekiem. Kochany przez pokolenia swoich studentów, współpracowników. Wśród tej grupy znalazłam się i ja. Początki mojej drogi dydaktycznej nie zapowiadały nic szczególnego. Wręcz przeciwnie o postaci profesora krążyły legendy. Niesamowicie wymagający, surowy, trudny do ,,zdania”. Po drugim wykładzie historii starożytnej rzekł do nas (w sumie było nas około siedemdziesięciu osób na roku), ,,nie ma pana w pierwszym rzędzie, pani z drugiego się przesiadła, a pan z ostatniego przeszedł do drugiego”. Zamurowało nas. Do tego jeszcze fenomenalna pamięć do twarzy… Nie będzie łatwo zaliczyć pierwszy rok. Strach przed egzaminem rekompensowały wykłady Profesora, które były istną poezją. Przenosiłam się myślami do tysiącleci, czułam zapach historii starożytnej, oczyma wyobraźni widziałam przemarsz wojsk rzymskich, kobiety Bizancjum. Poruszał wszystkimi zmysłami. Nigdy przedtem i nigdy potem, nikt nie był w stanie powtórzyć tej doskonałej wirtuozerii. Głosił piękne wykłady, nacechowane głębią treści, które elektryzowały i porywały studentów. Całości dopełniała postawa Profesora. Nie zdarzyło się, aby się spóźnił na zajęcia, sylwetkę miał majestatyczną, zawsze stał. Niezwykły
Mistrz, mentor pełen humoru i erudycji. Rzeczy niezwykle, zawiłe tłumaczył prosto i zrozumiale. Nigdy nie okazywał zniechęcenia, cierpliwie tłumaczył. Jego wykłady na zawsze pozostaną w mojej pamięci. I nie tylko dlatego, że jeszcze na drugim i trzecim roku studiów byłam na nich obecna.
Po ukończeniu studiów magisterskich poczułam intelektualną pustkę, ale wiedziałam już dlaczego… Postanowiłam, że stanę na głowie, aby dostać sie pod skrzydła Profesora. Niemniej nie miałam pomysłu jak to uczynić. Zebrałam się w sobie, stanęłam 2 lipca 2002 roku przed Katedrą Bizancjum UŁ. Zapukałam cichutko, nieśmiało do drzwi… otworzył sam Profesor. Pomyślałam, o Boże, jaki on groźny, chyba zrezygnuję z zapytania: Czy mogę uczestniczyć w indywidualnym seminarium doktorskim. Nie minęła chwila Profesor przywiał mnie bardzo serdecznie, ciepłym głosem zapytał, co mnie sprowadza, czy napiję się kawy? Wówczas poczułam, że strach uleciał. Obok mnie stał człowiek życzliwy, serdeczny, zwyczajnie zatroskany o drugiego człowieka. Przebiegła mi myśl: ,,Aśka, ale masz szczęście”. Myślałam, że pęknę z dumy, ja a na przeciw mnie nieosiągalna Doskonałość, której zazdrościli mi wszyscy koledzy z roku. Dopełnieniem spotkania było podarowanie mi książki z dedykacją: (…) ,,z nadzieją na naszą naukową współpracę”. I tak rozpoczęła się moja ośmioletnia przygoda z nauką w Katedrze Bizancjum UŁ pod opieką Prof. Waldemara Cerana.
Mistrzu nauczyłeś mnie, że trzeba mieć dużo pokory. Niestety mi czasem w zawodowym życiu jej brakuje. Ponadto, aby wymagać od innych, należy wymagać przede wszystkim od siebie. Niemniej w chwilach rozczarowań, przypominam sobie ostatnią naszą niedokończoną rozmowę. Na zawsze ona będzie brzmieć w moich uszach i zostanie tajemnicą, bowiem pan Profesor, chciał mi jeszcze ,,coś? dopowiedzieć, jak się spotkamy. Niestety nie zdążył. Profesor Waldemar Ceran uświadomił mi jak dużą rolę w życiu zawodowym i codziennym odgrywa: wiedza, kurtuazja, szacunek, prawdomówność, rzetelność, profesjonalizm, serdeczność i empatia. Najpiękniejsze jest to, że wszyscy jego uczniowie bez wyjątku byli traktowani z szacunkiem, bez względu na tytuły naukowe i zajmowane stanowiska. Nić przyjaźni i życzliwości nadal trwa. Predyspozycje osobowościowe profesora Waldemara Cerana pozwoliły mu zjednoczyć wokół siebie przyszłych wybitnych naukowców. Nie byłoby to możliwe bez ,,rozsiewania pasji”, niezwykłej, głębokiej wiedzy, otwartości. Mój Mistrz nie bał się dzielić się wiedzą i doświadczeniem z innymi.
Nauczył mnie jeszcze jednej ważnej rzeczy. Otóż żeby mieć w życiu nadzieję, którą miał już starotestamentowy Żyd, czy uczeń Chrystusa. Nadzieję cichą, ufną i pokorną.
Kochany Profesorze, w moim sercu dzięki Panu zawsze będzie tkwiło przesłanie Jana Pawła II, że ,,Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest. Nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. W moim prywatnym i zawodowym życiu jest Pan niedoścignionym wzorem, człowiekiem wielkiego serca, mistrzem słowa. Nie ukrywam, że obecnie w moim życiu zawodowym jest niezwykle skomplikowana, trudno jest mi wytrwać i postępować z tak cenionymi przez Pana wartościami etycznymi. Bo tak naprawdę kogo dziś obchodzą przymioty takie jak: uczciwość, prawdomówność, sprawiedliwość, pokora, szacunek do człowieka?
Śmierć Pana Profesora była dla wszystkich zaskoczeniem. Mam wrażenie, że Mistrz wyszedł na chwilę i dokończymy naszą rozmowę. A może nie chciał się ze mną pożegnać? A może chciał trochę ode mnie odpocząć? Skreśliłam zaledwie kilka słów o życiu człowieka, który zadanie ziemskie swe spełnił godnie i zaszczytnie. Jego twórczy umysł spłodził wiele dzieł, które nie sposób umieścić w krótkim wspomnieniu i są potwierdzeniem Jego tytanowej pracy. Niech pomnikiem dla Niego będzie moja wdzięczność, wspomnienie i pamięć. Jestem jednak pewna tak, jak inni Jego uczniowie, że będzie na nas cierpliwie czekał w miejscach dla Niego ważnych, gdzie pozostawił mała cząstkę siebie. Dodam tylko, że notatki z wykładów i inne pamiątki od Niego trzymam do dziś, jak relikwie.
